Z CIEMNOŚCI DO ŻYCIA – ŚWIADECTWO PIOTRA Z USTRONIA
Wychowałem się w domu, w którym alkohol był codziennością, a mój ojciec – mimo że ciężko pracował w lesie i prowadził firmę – większość zarobionych pieniędzy przepijał na wielodniowych libacjach. Wraz z mamą i rodzeństwem często nie mieliśmy co jeść. Mama, pracująca jako kucharka, przynosiła resztki z pracy i tym ratowała nas przed głodem. W domu panowały awantury, krzyki, płacz mamy i strach. Jako dzieci uciekaliśmy z domu w obawie przed agresją ojca. A jednak… były też chwile, gdy był trzeźwy. Wtedy był dobry, normalny. Tęskniłem za takim ojcem.
Nie chciałem być jak mój tata
Dorastałem z pragnieniem, by mieć kiedyś dom pełen miłości, ciepła i bezpieczeństwa. Nie chciałem być jak mój tata. Ale już w wieku 16 lat, w Ośrodku Szkolno-Wychowawczym, wpadłem w świat alkoholu, a potem narkotyków. Wciągnęły mnie imprezy, dziewczyny i towarzystwo starszych kolegów. Wydawało mi się, że żyję ciekawie, że jestem odważniejszy, że w końcu coś znaczę. Nie widziałem, że coraz bardziej staję się więźniem własnych pragnień i substancji. W wieku 19 lat zostałem ojcem, ale narodziny dziecka nie powstrzymały mojego upadku.
Kolejne 12 lat spędziłem na wyjazdach do Szwecji. Tęsknota za rodziną i samotność prowadziły mnie coraz głębiej w alkohol, marihuanę i narkotyki. W końcu moja żona również wpadła w sidła nałogu. Rodzina się rozsypała. Zabrano nam dzieci. Małżeństwo rozpadło się do reszty.
Wróciłem do Polski jako człowiek sponiewierany, bez pracy, bez nadziei. Żyłem w ciemnym mieszkaniu z zasłoniętymi oknami. Budziłem się w wymiocinach, bez sił, bez sensu. Każde spotkanie z dziećmi – raz na dwa tygodnie – wymagało ode mnie wytrzeźwienia na kilka godzin. Miałem wrażenie, że niszczę wszystko, czego dotykam.
Wtedy w moim życiu pojawiła się kolejna kobieta – dobra, mądra, uczciwa. Wierzyła, że może mi pomóc. Ale kiedy zamieszkaliśmy razem, zobaczyła prawdę, którą wcześniej ukrywałem. I choć kochała, nie była w stanie znieść moich ciągów i kłamstw. Nasz związek zaczął się rozpadać.
Odnowa
Przez rodzinę zastępczą naszych młodszych dzieci trafiliśmy pierwszy raz do Zboru, gdzie usłyszałem ewangelię. Chodziłem na nabożeństwa, ale bardziej po to, by widzieć dzieci, niż by poznać Boga. Próbowałem żyć „podwójnym życiem": modlitwa i imprezy, Biblia i narkotyki. Nie chciałem słuchać nikogo. Nie widziałem bagna, w którym tonę.
Przyszedł czas gdy znajoma zaprosiła nas na spotkanie grupy wsparcia w Misji Odnowa w Ustroniu. Weszliśmy tam z żoną niepewnie, z poczuciem wstydu. A jednak ludzie, których tam zobaczyłem, okazali się inni, niż się spodziewałem. To byli normalni, uśmiechnięci, wolni ludzie – dawni alkoholicy, narkomani, osoby wyzwolone z depresji, lęków, leków, przemocy. Ludzie, którzy jeszcze kilka lat wcześniej byli w miejscach takich jak moje. Ich małżeństwa i życie rodzinne były odbudowane. Ich oczy świeciły pokojem, którego ja nie znałem. Słuchałem ich historii i pierwszy raz poczułem, że moje życie nie musi tak wyglądać.
Że istnieje inne życie. Że istnieje wolność. Że jest nadzieja.
Te świadectwa rozrywały mnie od środka...
Ktoś, kto pił przez 20 lat – dziś był wolny. Ktoś, kto ćpał przez połowę swojego życia – dziś żył w pokoju. Małżeństwa po zdradach, przemocy, rozpadach – były uzdrowione. To było jak promień światła przebijający się przez moje własne ciemności.
W tamtym czasie nie umiałem jeszcze pójść za Bogiem całym sercem. Ale to właśnie świadectwa tych ludzi i ich miłość sprawiły, że pierwszy raz od lat zacząłem wierzyć, że zmiana jest możliwa. To oni modlili się o mnie, choć mnie ledwo znali. To oni walczyli duchowo o moje życie, gdy ja sam nie miałem siły walczyć. To ich życie pokazało mi kierunek, gdy byłem całkowicie zagubiony. Wciąż jednak wracałem do nałogów. Upadki były coraz gorsze. Aż do tego ostatniego, który niemal mnie zabił.
Garaż, lina i cud życia
Pewnej nocy, kompletnie pijany i naćpany, wpadłem w stan tak beznadziejny, że chciałem zakończyć swoje życie. Wszedłem do garażu z liną. Czułem do siebie obrzydzenie, nienawiść. Byłem pewien, że nie ma dla mnie żadnej przyszłości. Zło szeptało zdradliwie: Jesteś skończony. Zakończ to!
Ale Bóg miał inną odpowiedź. Dał mi w tym momencie obraz – moje dzieci otwierające drzwi garażu i widzące mnie wiszącego na linie. Ten obraz sprawił, że zamarłem. Jakby ktoś nagle wyrwał mnie z ręki śmierci. Wybiegłem z garażu w przerażeniu.
Następnego dnia, 1 listopada 2022 błądząc motocyklem bez celu, zatrzymałem się na łące, naprzeciw krzyża kościoła. Wtedy upadłem na kolana i wykrzyczałem z głębi siebie wszystko: ból, żal, wstyd, strach. Błagałem Jezusa o ratunek. I On przyszedł aby mnie uratować. To była chwila całkowitego przełamania. Całkowitego oddania. Całkowitej przemiany. Od tamtej chwili zostawiłem 20 lat alkoholizmu i narkotyków. Przez wiele dni, z moich oczu płynęły łzy oczyszczenia, które uzdrawiały moją złamaną duszę. Stałem się wolny. Jezus Chrystus mnie uwolnił.
A wszystko, co słyszałem na grupach wsparcia, nagle stało się prawdą również dla mnie.
Bóg odbudował wszystko, co zburzyłem
Zacząłem chodzić na spotkania Misji OdNowa – tym razem z sercem otwartym. Ludzie z grupy wspierali mnie, modlili się, dopingowali, podnosili, gdy zmagałem się z przeciwnościami. To dzięki nim wiedziałem, że nie jestem sam. Że można żyć inaczej. Ich świadectwa były jak drogowskazy: „jeśli Bóg uwolnił mnie – uwolni i ciebie".
I uwolnił. Odbudował moje małżeństwo. Przywrócił relacje z dziećmi. Dał mi siłę wrócić do pracy i prowadzić firmę.
Po kilku miesiącach zostałem wezwany do sądu. Sędzia, patrząc na mnie, powiedziała: „Nie wiem, dlaczego to robię… ale oddaję panu dzieci." To był cud. Czysty cud. Wiem komu to zawdzięczam.
Dziś mamy dom pełen miłości, życia i zapachu świeżego ciasta. Dom, o którym marzyłem jako dziecko. Moje dzieci, za którymi tak tęskniłem, wróciły do domu.
Teraz ja niosę nadzieję dalej
Dzisiaj jeżdżę z braćmi i siostrami z Misji na odwyki. Opowiadam, co Bóg zrobił w moim życiu. Bo wiem, że każde świadectwo ma moc. Tak jak świadectwa innych kiedyś uratowały mnie, tak dziś moje może stać się dla kogoś światłem w ciemności.
Jeśli Bóg uwolnił mnie – alkoholika i narkomana, który chciał odebrać sobie życie – może uwolnić również ciebie. Nie trać nadziei. W Bogu jest zwycięstwo.