WIARA, KTÓRA NARODZIŁA SIĘ NA ZGLISZCZACH – ŚWIADECTWO STASZKA Z CZECHOWIC

Czy człowiek może rozpocząć życie naprawdę od nowa? Czy można podnieść się, gdy wszystko, co budowaliśmy latami, legło w gruzach, a w sercu pozostał tylko ból i bezsilność? Dziś wiem, że to możliwe, bo tam, gdzie kończy się siła człowieka – zaczyna działać Bóg.

Moje życie było próbą gonienia za światem. Miałem plany, marzenia, pragnienie kariery i wygodnego życia. O Bogu nie myślałem. Uzależnienie od alkoholu przyszło niezauważenie, a potem zaczęło mnie pożerać od środka. Kłopoty z prawem, pobyt w areszcie, obietnice poprawy – wszystko powtarzało się jak zły sen.

Gdy założyłem rodzinę, wierzyłem, że to mnie zmieni, ale uzależnienie okazało się silniejsze. Raniłem żonę i dzieci, nie widząc swojej winy. Straciłem pracę, mieszkanie, szacunek najbliższych. Moje życie było jak zawalająca się konstrukcja.

Kulminacją był moment, gdy po kolejnym ciągu zobaczyłem łzy żony i pytanie mojego osiemnastoletniego syna: „Kto dał ci prawo nas tak niszczyć? Za co będziemy żyć? Gdzie będziemy mieszkać?".

Kredyty, zadłużone mieszkanie, sprawy sądowe. Nie miałem odpowiedzi – byłem ojcem tylko z nazwy, mężem na papierze i człowiekiem jedynie zewnętrznie. W środku byłem bankrutem.

Odwyk

Dziękuję Bogu, że żona – mimo bólu i rozczarowania – odwiozła mnie na odwyk do Gorzyc. Bałem się tego miejsca, a tymczasem spotkałem tam terapeutów, którzy traktowali mnie z szacunkiem i cierpliwością. Ich postawa była dla mnie pierwszym promieniem światła.

Któregoś dnia, na naszą stołówkę, przyjechali jacyś ludzie, którzy mówili o Bogu zdolnym uwolnić człowieka z każdego nałogu. Najpierw ich odrzucałem, wyśmiewałem ich, przecież miałem „swoją wiarę". Ale ich spokój i szczerość zaczęły dotykać mojego serca.

Podczas jednego ze spotkań dostałem Nowy Testament. Otworzyłem go przypadkowo na słowach: „Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli".

Wtedy przyszła do mnie myśl: „Jesteś maszynistą. Nie widzisz prądu, a wierzysz, że prowadzi pociąg. Dlaczego nie chcesz uwierzyć w Jezusa tylko dlatego, że Go nie widzisz?". To zdanie rozbiło mur w moim sercu. Zacząłem rozumieć, że Bóg naprawdę mnie szuka.

Na kolejnym spotkaniu wyszedłem na środek. Bez wielkich słów, z rozbitym sercem, poprosiłem o modlitwę i oddałem swoje życie Jezusowi Chrystusowi.

W tamtej zwykłej sali wydarzyło się coś niezwykłego. Przyszedł pokój, jakiego nie znałem. Pokój, który mówił: „Przebaczam ci".

Nowe życie

Od tamtej chwili zaczął się mój nowy początek.

Nie piję, nie palę – Bóg wyrwał mnie z nałogu, którego sam nie potrafiłem pokonać.

Dzieci, które bały się mnie i unikały mojego spojrzenia, zaczęły widzieć zmianę. Na początku ostrożne, pełne bólu i nieufności, z czasem otwierały swoje serca. Moje małżeństwo, zniszczone latami picia, zaczęło stopniowo odzyskiwać życie. Odzyskałem zaufanie, relacje i miłość, której kiedyś nie potrafiłem dawać.

To, co wydawało się martwe, Bóg ożywił. Dotknął także serca mojej żony i wlał w jej serce miłość.

Dziś, ponad dwadzieścia lat od tamtej chwili, jestem wolnym człowiekiem. Wróciłem do pracy na kolei, choć zostałem wcześniej zwolniony dyscyplinarnie.

Mam odnowione relacje z dziećmi, małżeństwo pełne miłości, dom pełen pokoju. Jestem mężem, ojcem i dziadkiem, który może patrzeć bliskim w oczy bez wstydu.

To wszystko zawdzięczam Jezusowi Chrystusowi.

On podniósł mnie z samego dna, odbudował moją rodzinę i nadał mojemu życiu sens. Chwała Bogu za nowe życie, które narodziło się na zgliszczach starego.

Za wolność, która trwa. Za miłość, która powróciła silniejsza. Za wiarę, która naprawdę rodzi się tam, gdzie po ludzku nie ma już nic.